Facebook Tweeter Instagram YouTube

nasze patronaty | kontakt

Lalka - recenzja

recenzja TerazTeatr
powrót
Lalka - recenzja
Lalka, reż. Aneta Groszyńska, Teatr Polski w Bielsku-Białej

W 1890r. Bolesław Prus wydał w formie książkowej swoją powieść społeczno-obyczajową pt. „Lalka”. Dziś, 125 lat później w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej możemy zobaczyć sztukę, która udowodni nam ponadczasowość dzieła Bolesława Prusa.

"Lalka" Bolesława Prusa to powieść wielowątkowa, na jej temat powstało wiele opracowań i każde z nich opisywało inne tematy poruszane w książce. Do tego jest to też powieść dość obszerna, mieści się w dwóch tomach. Przez znaczną rozpiętość dzieła nie sposób pokazać w teatrze wszystkiego. Tak więc Artur Pałyga adaptując ją na potrzeby spektaklu stworzył wraz z reżyserką tej sztuki Anetą Groszyńską 48 scen, z których można przekonać się, że "Lalka" to dzieło ponadczasowe. Dzisiaj jest równie dobrze odczytywana i zrozumiała jak 125 lat temu gdy powieść była wydawana. W sztuce poszczególne sceny zaakcentowały także mocno wątek niespełnionej miłości Wokulskiego, podziały klasowe społeczeństwa oraz to jak postrzegane jest dorabianie się majątku przez zwykłych ludzi (nie pochodzących z "wyższych sfer"). Sztuka nie jest jednak żadnym unowocześnieniem opowieści, nie została ona uwspółcześniona, wątki i zdarzenia przedstawione są tak jak zostały opisane w książce. Czyli sztuka wygląda jakby miała miejsce w XIX wieku kiedy rozgrywa się akcja "Lalki". Bohaterowie przemawiają językiem jaki wtedy był używany, ze wszystkimi jego zwrotami i wyrażeniami. Także kostiumy poszczególnych bohaterów (za które odpowiada Paweł Cukier) są uszyte na miarę epoki i statusu społecznego postaci.


"Lalka" w reżyserii Anety Groszyńskiej , Teatr Polski w Bielsku-Białej, fot. Monika Stolarska

W bielskiej sztuce bardzo mocno podkreślana jest teatralność przedstawienia. Od samego początku wszystkie postaci zasiadają na fotelach na scenie, fotelach które przypominają te na których siedzą widzowie. Rekwizyty meblowe na scenie mają przytwierdzone kółka dzięki czemu bardzo łatwo i szybko można je przemieszczać po deskach teatru. Jest to ważne, gdyż przy każdej ze scen następuje choćby minimalna zmiana scenografii np. wysuwane są dwa fotele na których zasiadają postaci, albo na scenę wyjeżdża stół przy którym bohaterowie zasiądą do obiadu. Każda ze zmian odbywa się na oczach widza, w pełnym oświetleniu, tak więc nic nie jest ukrywane przed widzem. W kilku miejscach przedstawienia widać nawet, że na scenę wkraczają pracownicy zaplecza teatralnego - panowie ustawiający scenografię czy charakteryzatorka, albo rozdawane są dla postaci maski przez nie-aktora. Do tego postacie w pewnym momencie korzystają z rekwizytu teatralnego jakim jest reflektor i sami przesuwają światłem po bohaterach danej sceny. Tak ciekawą scenografię przygotowała Pani Marta Zając.

Dwie główne postaci wokół których toczy się cała akcja zostały świetnie zarysowane. Kazimierz Czapla jako Stanisław Wokulski całym sobą był w pełni opanowanym, stonowanym mężczyzną. Widać, że wszystko musi dokładnie przemyśleć, nie działać pochopnie. Uczucia zaś stara się trzymać na wodzy tak aby na zewnątrz nie było widać jakie namiętności nim targają. Z kolei Oriana Soika odgrywając Izabelę Łęcką była niemal lubieżną, wyuzdaną kobietą, która doskonale wie jak działa na mężczyzn i lubi ten fakt wykorzystywać. Każdy jej gest, jej krok był pełen seksapilu. Jednocześnie też wydawała się typową głupiutką pięknością, która marzy o księciu z bajki i nie widzi świata poza swoimi marzeniami. W rolę Ignacego Rzeckiego wcieliła się Jadwiga Grygierczyk, co zdałoby się trudnym zadaniem dla kobiety. Jednak Pani Jadwiga w pełni podołała męskiej roli i świetnie odegrała postać przyjaciela Wokulskiego. I jeszcze dwie role bardzo zapadły mi ze spektaklu bardzo w pamięć, rola Rafała Sawickiego, który grał Juliana Ochockiego. W jego wykonaniu było wyraźnie widać, że Ochocki to roztrzepany idealista, który całkowicie poświęca się swoim marzeniom i nauce, który chce być sławny ale za swoje odkrycia a nie dzięki zmyślnym talentom jak śpiew czy organizacja balów. Drugą jest postać Kazimierza Starskiego w którego wciela się Piotr Gajos. Jego gra pokazała, że Starski jest zadufanym w sobie, pewnym siebie mężczyzną, który nie boi się brać w posiadanie tego co chce.


"Lalka" w reżyserii Anety Groszyńskiej , Teatr Polski w Bielsku-Białej, fot. Monika Stolarska

Oglądając sztukę, patrząc na kolejne sceny nie sposób nie zauważyć, że od momentu gdy Wokulski wyjeżdża do Paryża zmienia się sposób prezentacji przedstawienia (do tego momentu mamy klasyczną opowieść kostiumową osadzoną w XIX wieku). Oprócz sceny gdy Wokulski spotyka się w Paryżu z Geistem (granym przez Witolda Mazurkiewicza) mamy także monolog głównego bohatera. Jednak on nie tyle opowiada ale bardziej melorecytuje swój tekst, brzmi to jak część występu z poezją śpiewaną. Wszystko jest wtedy spowite w dym przez który prześwitują delikatne promienie światła. W pewnym momencie na scenę wchodzi Daria Polasik i w podobnym tonie zaczyna swój króciutki monolog. Kolejne odstępstwo od standardowego przedstawienia powieści następuje gdy przychodzi scena w której bohaterowie biorą udział w balu. Uczestnicy zakładają złote maski, zaś z głośników leci nie muzyka klasyczna z tamtych czasów, ale bardzo współczesna muzyka elektroniczna. I wszyscy uczestnicy zaczynają tańczyć, a raczej wykonywać nienaturalne ruchy, które pod koniec przeradzają się w erotyczne poruszenie. Ten zabieg, pokazanie nowoczesnego spojrzenia na prezentację pewnych rzeczy nie do końca mi pasował do spektaklu, bo już same wątki wyraźnie pokazywały, że "Lalka" jest ponadczasowa. Myślę, że nie trzeba było wprowadzać do niej tak oczywistych rozwiązań żeby to jeszcze bardziej podkreślić.

Podsumowując, bielska inscenizacja „Lalki” Bolesława Prusa to świetna adaptacja, która udowadnia jak wiele jeszcze można odkryć w tym ponadczasowym dziele.

Tomasz Sknadaj, kwiecień 2015r.

komentarze
comments powered by Disqus
partnerzy TerazTeatr



^
Twoje sugestie i uwagi