Facebook Tweeter Instagram YouTube

nasze patronaty | kontakt

Natasza kontra Natasza

recenzja TerazTeatr
powrót
Natasza kontra Natasza
Natasza - recenzja spektaklu

O dążeniu do szczęścia, młodości i cierpieniu w wykonaniu dwóch młodych aktorek z Teatru Polskiego w Bielsku-Białej pisze Tomasz Sknadaj w recenzji spektaklu "Natasza".

Spektakl „Natasza” oparty jest na podstawie tekstu Jarosławy Pulinowicz, obecnie czołowej rosyjskiej dramatopisarki. Składa się on z dwóch monodramów - „Marzenie Nataszy” oraz „To ja wygrałam”. W samej Rosji to przedstawienie odniosło gigantyczny sukces – doczekało się ponad setki wystawień. W Polsce już kilku reżyserów zmierzyło się z tą sztuką, teraz także w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej możemy zobaczyć efekt pracy reżyserskiej Małgorzaty Siudy z muzyką Łukasza Olejarczyka. Jako, że na całość przedstawienia składają się dwa monodramy, mamy więc tutaj dwie Natasze i dwie odrębne historie.

Pierwsza część spektaklu to historia Nataszy Baniny (granej przez Zofię Schwinke), wychowanki domu dziecka, która podczas skoku z drugiego piętra wymarzyła sobie miłość.
Jak leciałam to pomyślałam sobie, że to koniec i wypowiedziałam sobie takie jedno życzenie - chcę miłości. Takiej z welonem, cukierkami czekoladowymi i w ogóle, żeby dziewczyny szły za nami. Ale nie to jest najważniejsze, ale żeby on mnie kochał, podszedł do mnie i powiedział: Natasza, ty normalnie jesteś najfajniejsza dziewczyna na Ziemi. Wyjdź za mnie. (...) Nigdy bym nie pomyślała, ze skok z drugiego piętra spełnia życzenia. No powaga. Kto nie wierzy, niech spróbuje. Tylko trzeba szybko pomyśleć życzenie, bo nie leci się zbyt długo.



Pragnie tej miłości, bo tak naprawdę nigdy jej nie zaznała w pełni - matka nie chciała żeby się urodziła, potem tułała się pomiędzy matką a ciotką, aż w końcu po śmierci matki (zabitej przez alfonsa) trafiła do bidula. Tutaj była jedną z wielu wychowanek, nikt więc jej nie poświęcał czasu, nie pytał jak się czuje, co myśli, bo najważniejsze było żeby tylko nie rozrabiała, nie biła się z innymi dziewczynami... Potok uczuć budzi w niej dziennikarz, który przychodzi opisać jej historię skoku z drugiego piętra (który nie był próbą samobójczą, ale skokiem ot tak z przekory, że "ja nie skoczę?"). Wiera, jako pierwszy zadaje jej kluczowe pytanie "O czym marzysz?". Natasza zdaje sobie wtedy sprawę, że Wiera jest pierwszą osobą, która okazuje jej zainteresowanie - zapytała co myśli, złapała ją bezinteresownie za rękę. Bohaterka chwyta się kurczowo tego uczucia i kompletnie zakochuje się w dziennikarzu. To uczucie doprowadza do tragedii. Nie można jednak nie usprawiedliwiać Nataszy. Straciła wszystko - rodzinę, dom, a teraz, na końcu obiekt swojej miłości, który (według jej planu) także miał ją pokochać. Wiele razy w ciągu życia było jej coś obiecywane - ciotka obiecywała, że odda jej list od matki, matka obiecywała jej swoje kosmetyki, a ona sama obiecała sobie, ze Wiera ją pokocha. Niestety żadna z tych rzeczy się nie zdarzyła...

Druga część spektaklu to opowieść Nataszy Wiernikowej (granej przez Darię Polasik). „Panna doskonałość" pochodzi z dobrego, inteligenckiego domu - matka jest psychologiem, pracuje w korporacji, ojciec jest wykładowcą lingwistyki na uczelni, więc w domu dobrze się im powodzi . Do tego można powiedzieć, że całe życie Nataszy zostało już z góry zaplanowane, matka, nie chce aby była ona taka jak wszyscy, ma się wyróżniać z tłumu. W związku z tym chodzi na lekcje muzyki, zajęcia z pływania, a potem stawia swoje pierwsze kroki w telewizji. Jednak nie robi ona tego wszystkiego dla siebie, ale dlatego, że tak jej przykazano, tego się od niej oczekuje. Nawet na koncert gwiazdy muzyki idzie nie z własnych chęci, ale z powodu presji matki, która chciała, żeby Natasza dobrze spędziła czas, bawiła się (wcale tak nie było), a Natasza nie odmówiła, bo nie chciała zawieść rodzicielki. Każda rzecz zostaje jej zawsze podana na tacy i przyjmuje to całkowicie bezkrytycznie, bo przecież jest najlepsza, więc to wszystko jej się należy. Kiedy widzi, że Sasza, reżyser dźwięku, którego poznaje na planie programu, spaceruje i pociesza jej sąsiadkę Nataszę Skworcową, stwierdza, że tak być nie może. W oczach „panny doskonałość” tamta nic sobą nie reprezentuje. Jest niestabilna emocjonalnie, pije, pali i ogólnie zachowuje się jak prostaczka. W związku z tym bohaterka postanowia zdobyć uwagę Saszy. Odbija mężczyznę Skworcowej. Na końcu bohaterka wykrzykuje kilkukrotnie zwycięsko - "ja wygrałam". Tymi słowami pokazuje, że jest lepsza, po raz kolejny dostała to, co chciała.

W tym spektaklu obie aktorki grające Nataszę wypadły rewelacyjnie w swoich rolach. Wielkim atutem był ich młody wiek, który tylko urzeczywistnił opowiadaną historię. Daria i Zofia przyznały po spektaklu, że nie było łatwo wejść w grane role, kosztowało je obie to wiele pracy. Zofia musiała się wczuć w historię osoby pozbawionej rodziny, ze środowiska, w którym nie można w żaden sposób okazywać słabości. Daria zaś musiała stać się swoim przeciwieństwem - "panną doskonałość", która chodzi z wysoko podniesioną głową.



Monodramy są w zasadzie dość ciężkimi spektaklami. Aktor samym sobą, swoim zachowaniem musi przykuć uwagę widza. Na scenie jest na ogół bardzo mało rekwizytów, przez co nie można się „za nimi schować”. W tym spektaklu świetnym zabiegiem reżyserskim jest to, że aktorki grają wspólnie i cały czas obydwie są obecne na scenie. Gdy Zofia wciela się w Nataszę, to Daria odgrywa postać przyjaciółki Nataszy, wychowawczyni domu dziecka czy też narratorki. Z kolei gdy Daria odgrywa Nataszę, Zofia staje się Skworcową. Tak więc nie ma tutaj jednej roli głównej, patrząc ogólnie na spektakl obie aktorki były pierwszoplanowe, jedynie w poszczególnych częściach jedna schodziła na drugi plan, stawała się tłem opowieści o Nataszy. Kolejnym elementem, który charakteryzuje to przedstawienie od strony aktorskiej jest fakt, że normalnie w tym spektaklu aktorka/aktorki w zasadzie jedynie przemawiają, tutaj jednak grały one całym ciałem - siedziały, wstawały, chodziły, tańczyły, przeglądały gazety, itp. Tak więc przedstawienie nie opierało się jedynie na słowach, ale także na zachowaniu się postaci, na różnych czynnościach. Dodatkowo w spektaklu wykorzystano kamerę, obraz z niej prezentowany był na ścianie sceny. Można powiedzieć, że kamerę wykorzystano w trzech odniesieniach:
- Aby można było zobaczyć co się dzieje gdy narratorka (Daria) pierwszej opowieści o Nataszy wchodzi do ubikacji z gazetą.
- Pokazać efekt telewizyjny kamery, gdyż Natasza z drugiej historii podczas castingu nie przemawia do widzów, ale ewidentnie jest zwrócona i przemawia do kamery.
- Pokazać zachowanie Skworcowej (Zofia), która siedząc w ubikacji rozpacza nad straconą miłością Saszy. Dzięki obrazowi widocznemu w ciemności, widzimy zrozpaczoną twarz dziewczyny, to jak wzrusza ramionami, obejmuje twarz, płacze.



Podsumowując, mimo że obie historie pokazują zupełnie różne postaci, z różnych środowisk, z różnym statusem społecznym, z różnym podejściem do świata, to wskazują też, że mimo tego co je dzieli, każdy ma przede wszystkim jeden cel – być szczęśliwym. Każdy dąży do tego celu na swój sposób. Bo przecież być szczęśliwym to nie grzech, prawda?

Autor:Tomasz Sknadaj
Listopad 2014

komentarze
comments powered by Disqus
partnerzy TerazTeatr



^
Twoje sugestie i uwagi