Facebook Tweeter Instagram YouTube

nasze patronaty | kontakt

Pół żartem, pół sercem - recenzja

powrót
Pół żartem, pół sercem - recenzja
"Pół żartem, pół sercem", reż. Witold Mazurkiewicz

Pierwotnie premiera spektaklu “Pół żartem, pół sercem” w reżyserii Witolda Mazurkiewicza planowana była na styczeń, niestety ze względu na obostrzenia związane z pandemią i zamknięcie teatrów dla widzów premiera została przełożona. I w końcu, początkiem marca, na Dużej Scenie Teatru Polskiego można było zobaczyć premierowo tę uroczą komedię.

Dwóch bezrobotnych angielskich aktorów - Leo (Grzegorz Margas) i Jack (Michał Czaderna), stara się związać koniec z końcem chałturząc w prowincjonalnych amerykańskich miasteczkach, gdzie pokazują swój autorski spektakl “Sceny z Szekspira”. Niestety wychodzi im to z dość miernym skutkiem, ponieważ nie spotykają poklasku u widzów, raczej niezrozumienie tematu połączone ze zwyczajnym znudzeniem. Tak więc borykają się z poważnym problemem jakim jest brak pieniędzy i niestety na horyzoncie nie widać poprawy. Przypadkiem jednak Leo w gazecie zauważa informację, że wiekowa milionerka Florence (Maria Suprun) poszukuje swoich krewnych, dzieci siostry, która wyjechała do Anglii za młodu, aby połączyć znów rodzinę i podzielić między nich swój majątek. Plan jest więc prosty: Leo i Jack muszą tylko odegrać rolę krewnych, którzy wracają w swoje rodzinne strony. Wydaje się, że to będzie banalne zadanie dla osób, które na co dzień w swojej pracy wcielają się w inne postaci, do tego pasują do profilu - są anglikami z krwi i kości więc mówią z odpowiednim akcentem i znają angielskie zwyczaje. Niestety jak to w życiu bywa, wszystko zaczyna się komplikować, gdy okazuje się, że poszukiwani członkowie rodziny nie są płci męskiej… Jednak jak to stwierdził Leo - w końcu w teatrze elżbietańskim grywali tylko i wyłącznie mężczyźni czyli role żeńskie także były przez nich z sukcesem grane Tak więc oni jako nowocześni aktorzy także podołają temu zadaniu! Oczywiście nic nie idzie w pełni po myśli bohaterów, ponieważ zakochują się w międzyczasie i zaczynają wraz z aktorami amatorami przygotowywać w domu milionerki wystawienie sztuki Szekspira. Czyli jedna dziwna sytuacja goni drugą, a widzowie nie mają chwili wytchnienia od śmiechu.


"Pół żartem, pół sercem", reż. Witold Mazurkiewicz, Teatr Teatr Polski w Bielsku-Białej / fot. Joanna Gałuszka

Trzeba przyznać, że cały zespół aktorski, który bierze udział w tym spektaklu daje z siebie wszystko. Postaci są wyraziste, mają swoją osobowość i są naprawdę zgrabnie odegrane. Najlepiej to widać w scenach gdy trwają przygotowania do wystawienia sztuki (i potem w końcowej scenie, gdy sztuka jest wystawiania). Bielscy aktorzy wcielają się w role aktorów-amatorów, którzy bardzo ale to bardzo chcą jak najlepiej wypaść przed widownią ale niestety nie mają wiedzy jak to robić, nie mają doświadczenia tak więc stosują się dosłownie do wskazówek Leo i Jacka. I tak przykładowo Bobby (Mateusz Wojtasiński), który swoje kwestie mówi na jednym oddechu dostaje instrukcje żeby co jakiś czas wplatać jakieś inne słowo (w domyśle chodziło żeby zaczerpnął powietrza), tak więc stosuje się do tej instrukcji. Doktor (Grzegorz Sikora) ma odgrywać rubaszną postać i jest ona rubaszna aż do przesady, Audrey (Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt) z kolei ma grać postać męską więc z jej pozy i sposobie mówienia aż wycieka testosteron. Meg (Oriana Soika) dostaje zadanie wplecenia dramaturgii w swoją postać i robi to aż za dobrze, a Duncan (Sławomir Miska) ma emanować radością co w jego wykonaniu wygląda jak uśmiech szaleńca. I w tle jeszcze przewija się Kazimierz Czapla, który żongluje rolami bo raz jest pokojówką, w kolejnej scenie kelnerem, a jeszcze w innej policjantem. Doskonale się ogląda ten popis aktorstwa oraz oczywiście samych Leo i Jacka gdy w kobiecych kostiumach udają damy u których jednak wyziera męska osobowość. Gdy bohaterowie lawirują pomiędzy sobą a swoim damskim alter-ego, gdy zaczynają się już powoli w tym wszystkim gubić i robią sobie na złość, śmiech po prostu wybucha co chwilę z widowni. Tak więc brawa!

Ruch sceniczny w spektaklu wypada bardzo fajnie i najlepiej go widać w jednej z początkowych scen gdy bohaterowie jadą pociągiem. Słyszymy stukot kół, ale zwykle to by było za mało żeby stworzyć iluzję przebywania w wagonie. Tutaj jednak wszystkie postaci zachowują się jakby naprawdę siedziały w pociągu, z jego rytmem poruszania się, falowania, z jego ciasnotą i wszystkiego co z tym związane. Ten pociąg dosłownie się czuje w tych scenach!

Podsumowując “Pół żartem, pół sercem” to doskonały spektakl, który w obecnych dość niepewnych i przygnębiających czasach da chwilę wytchnienia od trosk. To spektakl, który wprowadzi radość, humor i dobre samopoczucie, bo oglądając go po prostu nie da się nie roześmiać!

Tomasz Sknadaj, marzec 2021r.


"Pół żartem, pół sercem", reż. Witold Mazurkiewicz, Teatr Teatr Polski w Bielsku-Białej / fot. Joanna Gałuszka

„Pół żartem, pół sercem”
premiera: 05-03-2020r.

Autor – Ken Ludwig
Przekład – Elżbieta Woźniak
Reżyseria – Witold Mazurkiewicz
Scenografia – Damian Styrna
Kostiumy – Barbara Guzik
Muzyka – Piotr Klimek
Ruch sceniczny – Mateusz Wojtasiński

Obsada: Michał Czaderna, Grzegorz Margas, Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt, Mateusz Wojtasiński, Grzegorz Sikora, Oriana Soika, Sławomir Miska, Maria Suprun, Kazimierz Czapla.

komentarze
comments powered by Disqus
partnerzy TerazTeatr



^
Twoje sugestie i uwagi